Kontakt: larhes@o2.pl

Osadź swój rozum mocno na jego tronie i poddaj jego rozstrzygnięciu każdy fakt i każdy pogląd. Pytaj śmiało nawet o istnienie Boga, bo jeśli on istnieje, to bardziej doceni hołd złożony mu przez rozum niż przez ślepą trwogę. - Tomasz Jefferson
RSS
piątek, 29 grudnia 2017

Choć już od jakiegoś czasu widać było, że się męczyła i cierpiała, to jeszcze w Wigilię chodziła jej głowa i nóżka w rytm melodii granej przez ciotkę na harmonijce. 

Gdy we wtorek przed wyjściem na pociąg do niej zajrzałam, ledwo powstrzymywałam łzy, bo uczepiła się mnie myśl, niemal pewność, że widzę ją po raz ostatni. 

Dziś rano, gdy wjeżdżałam windą na piętro do pracy, zadzwonił brat. Zanim odebrałam już przeczuwałam z jaką wiadomością. Nie pomyliłam się. Próg biura przekroczyłam ze łzami w oczach.

Odeszła na zawsze. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że teraz jest jej lepiej. 

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Środek świątecznego czasu. W telewizji oczywiście coroczne hity, w tym "Kevin sam w Nowym Jorku".  Jest w tym filmie taka scena, gdy matka głównego bohatera szuka swojego syna po wielkim mieście i w pewnym momencie idzie do mieszkania swoich krewnych. Nikogo nie zastając łapie taksówkę i jedzie dalej. Gdyby poczekała kilka sekund odnalazła by syna dużo wcześniej. Oczywiście, gdyby tak się stało nie zobaczylibyśmy najzabawniejszej części filmu. Ale jest więcej filmów, które oglądamy i jako widzowie się wściekamy, że bohaterowie są już tak blisko jakiegoś celu, gdy nagle wydarza się coś, co sprawia, że się mijają. Tego typu sceny zawsze przywołują w moich myślach pytanie, ile razy spotykamy się w swoim życiu z takimi sytuacjami, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Bo może gdybym danego dnia, zmierzając do pracy, wybrała tramwaj zamiast autobusu, spotkałabym w końcu kogoś, kto by na zawsze zawitał w moim życiu i nabrało ono kolorytu? A może gdybym danego dnia nie skierowała się po zakupy do Biedronki, tylko wybrała inny osiedlowy sklep, zmieniłoby to moje życie? A może gdybym dzisiaj nie postanowiła mieć dnia z książką w łóżku pod kocem i gorącą herbatą, zamiast wybrać się na spacer? Gdyby ktoś obserwował moje życie z góry, ile razy by się złapał za głowę, mówiąc: "Larhes, nie w tą stronę." albo "Poczekaj na następny autobus"? Ile razy minęło mnie szczęście?  Albo ile razy uniknęłam jego przeciwieństwa? 

niedziela, 19 listopada 2017

...jak tak dalej pójdzie, to każdy mój wpis będzie brzmiał: "Próba powrotu".

Zastanawiałam się, czy blog jeszcze istnieje. Zdziwiłam się, że tak. Jeszcze bardziej się zdziwiłam, jak zobaczyłam, że ostatnio byłam tutaj blisko rok temu. Czas ucieka jak oszalały. Ale nie jest jeszcze tragicznie, bo pamiętałam hasło. ;)

Ciągle dużo pracuję, choć z trochę większym dystansem. Zmieniłam lokum na większe i wygodniejsze. Tylko jeszcze książek wszystkich nie ściągnęłam, ale wszystko w swoim czasie.

Różne wydarzenia doprowadziły mnie do wniosku, że muszę coś zmienić. Znaleźć jakąś odskocznię od pracy i porażek, które się po drodze zdarzały i pewnie jeszcze nie raz zdarzą. Czy tą odskocznią będzie znów to miejsce? Nie wiem. Ale tęsknie za emocjami, które dawniej towarzyszyły mojej bytności tutaj. Choć jak sobie poczytałam wcześniejsze wpisy to stwierdziłam, że się zmieniłam. Nie wiem tylko, czy na lepsze czy gorsze. Może nie ma potrzeby tego oceniać. 

Chciałabym znów tutaj wrócić, by wprowadzić trochę równowagi w swoje życie między pracą a czasem wolnym. Czy wyjdzie z tego tylko o jeden wpis więcej, jak w zeszłym roku? Zobaczymy. 

niedziela, 18 grudnia 2016

W piątek uświadomiono mnie, że za tydzień święta. Nie mają one dla mnie żadnego duchowego wymiaru, jedynie rodzinny, ale mimo wszystko jakoś mnie zszokowało, że to już. Nie wiem nawet czy odczuję to wolne. Pewnie pojawią się wyrzuty sumienia ile jeszcze w pracy do zrobienia. 

Dni mi uciekają jak oszalałe. Dopiero co był początek roku, potem wakacje, a teraz już zima. Przeraża mnie to. Ciągle nie mogę odpocząć. Po przyjściu z pracy jedynie chwila czasu dla siebie wieczorem, którą poświęcam na książkę. Między jedną a drugą częścią wspomnień Dawkinsa wkradły się książki o Sherlocku Holmesie. Obok łóżka leży również "napoczęta" "Magia rzeczywistości", też Dawkinsa. Wychodzi na to, że do mojego sposobu czytania wkradają się mechanizmy z pracy, czyli robienie kilku rzeczy na raz. 

Koło głowy, jako największy wyrzut sumienia, leżą też książki do angielskiego. Wszystko bym chciała, a sił brak. O czasie nie wspominając. 

Telewizora w domu brak. Ostatnio Internetu też. Ratuję się transferem z telefonu. Dziwne uczucie. Choć wcale nie przerażające. Chyba się starzeję. 

niedziela, 11 grudnia 2016

Ciężko się przełamać do powtórnego pisania, oj ciężko. Notka nawet tytułu nie ma, bo każda powinna chyba nosić jeden tytuł: "Monotonia". Albo: "Niemoc". Ewentualnie: "Zmęczenie materiału". Te trzy rzeczy ostatnio odczuwam najmocniej.

W tygodniu praca po 11 godzin. Przyszedł weekend, przyjechał brat z siostrzeńcem, chwilowa odskocznia do sobotniego wieczoru, a od dzisiaj znów praca. Tydzień pracy zazwyczaj kończę w sobotę, a zaczynam w niedzielę. Portier to już mnie pyta czy ja domu nie mam. Dzisiaj jeszcze przyniosłam pracę do domu. Także pewnie za chwilę utnę sobie drzemkę, a potem znów praca przez jakieś dwie godzinki. A na horyzoncie nie widać, by miało się coś poprawić. 

Powinnam się cieszyć, że udało mi się mieć sobotę wolną. Choć siostrzeniec dawał trochę w kość. Rozpuszczony jest okropnie, ale co ja mogę zrobić na odległość czy przez kilka godzin, jak się z nim widzę. Niewiele. 

Wystawa Gateway to space była ciekawa, choć myślałam, że będzie trochę więcej atrakcji. Zwłaszcza w odniesieniu do ceny. Miałam zbyt duże oczekiwania i pewnie dlatego jestem odrobinę zawiedziona. A może po prostu byłam zbyt zmęczona, a i siostrzeniec nie dawał się skupić. 

Jak tak sobie pomyślę o dawnej Larhes, to zauważam, że się dość dużo zmieniło. Przepracowanie wystrzeliło ironię gdzieś daleko. Czekam, aż do mnie wróci. Bo w jej miejsce wstąpiło marudzenie. A marudzenia to ja tu uprawiać nie chcę. ;)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11